WPŁYW

Kiedy jedna rozmowa zmieniła kierunek

Nie każda ważna rozmowa od razu wydaje się ważna.

Niektórych słów słuchamy z zainteresowaniem. Inne odrzucamy, ponieważ nie dotyczą tego, czego w danym momencie szukamy — albo nie jesteśmy jeszcze gotowi ich przyjąć.

Jedna z pacjentek naszej przychodni zwykle przychodziła przed czasem. Siadała w poczekalni i chętnie nawiązywała rozmowę. Podczas kolejnych wizyt wracała do tego samego tematu. Pokazywała mi niewielką ulotkę i przekonywała do produktów, dzięki którym sama zmieniła sposób odżywiania.

Nie chciałam jej słuchać.

Miałam za sobą kilka diet, wyrzeczenia i kolejne powroty do wcześniejszej wagi. Obiecałam sobie, że nie będę już więcej się odchudzać. Wszystko, co mówiła, słyszałam więc jako propozycję następnej diety.

Aż podczas jednej z rozmów zaczęła mówić nie o kilogramach, lecz o energii, sile i dobrym samopoczuciu.

W tamtej chwili po raz pierwszy naprawdę ją usłyszałam.

To, czego wtedy najbardziej potrzebowałam

Kilogramy były widoczne, ale nie one były moim największym problemem.

Źle spałam, często bolała mnie głowa, brakowało mi energii. Kolejne diety przynosiły krótkotrwałe rezultaty, a później pozostawiały mnie jeszcze bardziej zmęczoną i zniechęconą. Nie chciałam już po raz kolejny rozpoczynać drogi, której jedynym celem miało być schudnięcie.

Dlatego zatrzymałam się dopiero wtedy, gdy pacjentka zaczęła mówić o czymś innym. O tym, że lepiej się czuje, ma więcej energii i każdego dnia odczuwa tę zmianę.

Tego właśnie wtedy potrzebowałam najbardziej.

Nie oznaczało to jednak, że od razu jej zaufałam. Nie znałam produktów, o których opowiadała, ani sposobu odżywiania, do którego próbowała mnie przekonać. Miałam wiele pytań i jeszcze więcej wątpliwości.

Mimo to postanowiłam spróbować.

Na początku lipca 1994 roku kupiłam od niej miesięczny zestaw produktów Herbalife. Tego samego dnia wyjeżdżaliśmy z rodziną w Bieszczady. Zabraliśmy namioty, przyczepę i plany wędrówek po górach. Ja zabrałam również produkty, choć nadal nie byłam pewna, czy podjęłam dobrą decyzję.

Po kilku dniach moje wątpliwości stały się jeszcze silniejsze. Zastanawiałam się, co właściwie kupiłam, dlaczego zaufałam osobie poznanej w przychodni i czy nie popełniłam kolejnego błędu.

Wtedy Janusz zaproponował, że zacznie razem ze mną.

Nie rozpoczynaliśmy z przekonaniem, że znaleźliśmy rozwiązanie. Zaczynaliśmy z ostrożnością, pytaniami i decyzją, żeby uważnie obserwować, jak będziemy się czuli.

Inni zaczęli pytać

Pierwsze zmiany zauważaliśmy stopniowo.

Podczas kolejnych dni w Bieszczadach mieliśmy więcej energii i chęci do wspólnych wypraw. Nie wiedzieliśmy jeszcze, ile zawdzięczamy odpoczynkowi, górom i oderwaniu od codzienności, a ile zmianie sposobu odżywiania.

Po powrocie do domu nadal uważnie obserwowaliśmy swoje samopoczucie. Ono nie minęło wraz z urlopem, a z czasem wyraźnie zmieniła się również moja sylwetka.

Cieszyłam się, że tracę kilogramy, ale coraz bardziej interesowało mnie to, dlaczego odzyskuję energię i lepiej się czuję.

Zmianę zauważyli także ci, z którymi każdego dnia pracowałam w przychodni. Znali mnie wcześniej. Widzieli moje zmęczenie i kolejne próby odchudzania. Teraz obserwowali, jak stopniowo zaczynam wyglądać i funkcjonować inaczej. Ta różnica nie mogła pozostać niezauważona.

Zaczęli pytać.

Nie przygotowywałam prezentacji ani nie planowałam rozwijania nowego zajęcia. Opowiadałam o rozmowie z pacjentką, własnych wątpliwościach i o tym, co razem z Januszem zaobserwowaliśmy podczas wyprawy w góry.

Część naszych współpracowników poprosiła mnie o te same produkty i zaczęła przyglądać się własnemu samopoczuciu. Ich doświadczenia nie były jednakowe. Rozmawialiśmy o nich prawie codziennie, a z każdej z tych rozmów wynikały następne pytania.

Im więcej ich słyszałam, tym wyraźniej rozumiałam, jak wiele nie wiem.

Zaufanie pojawiło się wcześniej niż wiedza

Ich zaufanie było większe niż wiedza, którą wtedy posiadałam.

Przez pierwsze trzy miesiące nie potrafiłam wyjaśnić, skąd pochodziły zmiany, które obserwowałam. Nie wiedziałam jeszcze wystarczająco dużo o składzie produktów ani o sposobie ich działania. Pacjentka, od której je kupiłam, była do nich głęboko przekonana, ale również nie umiała odpowiedzieć na moje szczegółowe pytania.

Produkty pochodziły z jej domowych zapasów. Były sprowadzone ze Stanów Zjednoczonych, gdzie działalność prowadziła jej córka. Firma nie działała jeszcze oficjalnie w Polsce.

Powiedziała mi jednak, że w innym mieście kilka osób organizuje niewielkie spotkanie poświęcone produktom. Pojechałam tam ze swoimi pytaniami. Jedna rozmowa prowadziła do kolejnej osoby, następnego spotkania i następnych pytań. Powoli próbowałam łączyć to, czego sama doświadczałam, z tym, czego mogłam się dowiedzieć.

W październiku, trzy miesiące po mojej pierwszej decyzji, firma rozpoczęła oficjalną działalność w Polsce. Od tego momentu mogłam kierować pytania również bezpośrednio do jej przedstawicieli.

Odpowiedzi nadal nie przychodziły od razu. Coraz wyraźniej widziałam jednak, że samo opowiadanie o własnym rezultacie nie wystarcza, kiedy inni ludzie zaczynają na jego podstawie podejmować własne decyzje.

Musiałam nauczyć się odróżniać to, czego sama doświadczyłam, od tego, co rzeczywiście wiedziałam — i od tego, czego jeszcze nie potrafiłam wyjaśnić.

Tak zaczęłam rozumieć wpływ

Zaufanie innych cieszyło mnie, ale jednocześnie zaczynało ciążyć. Wiedziałam przecież, jak wielu rzeczy nadal nie potrafię wyjaśnić.

Pacjentka wpłynęła na mnie swoim przekonaniem i osobistym doświadczeniem. Nie znała odpowiedzi na wszystkie moje pytania, ale pokazała mi możliwość, której wcześniej nie brałam pod uwagę. Decyzję musiałam podjąć sama.

Później podobnie działo się pomiędzy mną a ludźmi, którzy obserwowali moją zmianę. Mogłam podzielić się własną historią, ale nie mogłam zakładać, że ich doświadczenia będą takie same jak moje.

Po latach widzę, że mój wpływ nie zaczął się wtedy, gdy zdobyłam wiedzę, stanęłam przed większą grupą ludzi albo nauczyłam się prowadzić innych.

Zaczął się wcześniej — w zwyczajnej rozmowie pomiędzy dwiema osobami. Najpierw wtedy, gdy sama pozwoliłam, aby czyjeś doświadczenie otworzyło przede mną nową możliwość. Później, gdy moja historia zaczęła otwierać ją przed innymi.

Od tamtego czasu coraz uważniej oddzielam osobiste doświadczenie od tego, co rzeczywiście wiem. Nauczyłam się również, że im większym zaufaniem obdarzają mnie ludzie, tym większą ponoszę odpowiedzialność za słowa — i za pozostawienie każdemu prawa do samodzielnej decyzji.

Jedna rozmowa zmieniła kierunek mojego życia.

Jej znaczenie zaczęłam rozumieć dopiero wtedy, gdy inni zaczęli słuchać mnie.

Ewa

Co teraz jest Ci bliskie?

Ewa Widulińska przy stole z herbatą i laptopem, wśród jabłoni i opadłych owoców.

Jakość życia buduje się pomiędzy

Można osiągać kolejne cele, troszczyć się o innych i robić rzeczy ważne, a jednocześnie odczuwać trudny do nazwania brak. Czasem dopiero po latach dostrzegamy, że dobre życie nie mieści się w jednym obszarze.

Czytaj więcej »
Ewa Widulińska zatrzymana z zamkniętymi oczami w jesiennym sadzie.

Kiedy zdrowie przestaje być oczywiste

Zdrowie często pozostaje w tle, dopóki pozwala nam pracować, troszczyć się o innych i realizować plany. Czasem jednak jedno wydarzenie wystarcza, abyśmy zaczęli pytać, jak mamy się naprawdę.

Czytaj więcej »
Blog

Poznaj kolejne wpisy

Z ciekawością szukam okazji

Z ciekawością szukam okazji nie jest dla mnie hasłem ani celem do osiągnięcia. To raczej sposób bycia w drodze. Zatrzymania się na moment i uważnego spojrzenia na to…

Co teraz jest Ci bliskie?

DOBROSTAN

Historie o zdrowiu, energii, odpoczynku i codziennym dbaniu o siebie

DOBROBYT

Historie o pieniądzach, bezpieczeństwie finansowym, przedsiębiorczości i możliwościach wyboru

WPŁYW

Historie o własnych decyzjach, odpowiedzialności, współpracy i przywództwie

Udostępnij

Facebook
LinkedIn

Udostępnij

Facebook
LinkedIn