Każdy z nas chce dobrze żyć. Nie zawsze jednak umiemy od razu powiedzieć, czym właściwie jest dla nas jakość życia.
Czasem odpowiedź wydaje się prosta: chcemy być zdrowi, bezpieczni, kochani. Mieć wokół siebie bliskich ludzi, wystarczająco dużo czasu i możliwości, by decydować o własnym życiu.
Tyle że z czasem nasze odpowiedzi się zmieniają. To, co kiedyś wydawało się najważniejsze, przestaje wystarczać. Zaczynamy dostrzegać wartość tego, co wcześniej było oczywiste albo odczuwamy brak czegoś, czego nie potrafiliśmy jeszcze wtedy nazwać.
I tu pojawia się pytanie:
Po czym właściwie poznaję, że moje życie ma dobrą jakość?
Dobre życie znaczy dla każdego coś innego
Nie istnieje jeden obraz dobrego życia, do którego wszyscy możemy próbować się dopasować. Dla każdego z nas tworzy się on z innych potrzeb, wartości i doświadczeń. Inaczej wygląda wtedy, gdy dopiero szukamy swojego miejsca. Inaczej, gdy odpowiadamy już nie tylko za siebie. I jeszcze inaczej, kiedy zaczynamy pytać, czy życie, które zbudowaliśmy, nadal jest tym, którym chcemy żyć.
Zmiana odpowiedzi nie oznacza, że wcześniej się myliliśmy. Zmienia się życie. Zmieniamy się my. To, co w jednym momencie daje poczucie bezpieczeństwa, w innym może zacząć ograniczać. To, co kiedyś było spełnieniem, po latach może pozostawić w nas cichy niedosyt.
Moje odpowiedzi także zmieniały się wiele razy. Dobre życie oznaczało dla mnie najpierw możliwość zobaczenia świata. Później — niezależność, tworzenie własnych firm i poczucie, że potrafię osiągać coraz więcej. Przez długi czas właśnie po działaniu, rozwoju i kolejnych rezultatach poznawałam, że idę we właściwym kierunku.
Dopiero znacznie później zaczęłam dostrzegać, że można mieć coraz więcej powodów do satysfakcji i jednocześnie coraz mniej miejsca na własne życie.
Nie wszystko rozwija się jednocześnie
Przez wiele lat patrzyłam na swoje życie jak na zbiór osobnych rozdziałów. Podróże spełniały moje marzenia. Własne firmy dawały mi niezależność. Praca z ludźmi przynosiła poczucie spełnienia, a kolejne osiągnięcia potwierdzały, że mogę sięgać po więcej.
Z zewnątrz wszystko układało się w historię rozwoju. Firma rosła. Przybywało pracowników, pacjentów, partnerów, obowiązków i decyzji. Dni zaczynały się wcześnie i kończyły późnym wieczorem. Byłam potrzebna niemal wszędzie i coraz częściej nieobecna tam, gdzie również chciałam być — przy rodzinie i przy sobie samej.
Długo nie widziałam w tym sprzeczności. Przecież robiłam coś ważnego. Pracowałam, pomagałam ludziom, tworzyłam miejsca pracy, odpowiadałam za innych. Dopiero kiedy coraz gorsze samopoczucie i sygnały płynące z ciała zaczęły wyraźnie domagać się uwagi, zobaczyłam, że rozwój jednego obszaru nie chroni całego życia.
Po latach inaczej czyta się własną historię. Nie tylko przez to, co udało się zbudować, lecz także przez to, czego po drodze zaczęło brakować.
W moim życiu ten brak nie pojawił się w jednym momencie. Powstawał powoli — pomiędzy tym, co rozwijałam z całych sił, a tym, co niemal niezauważalnie odkładałam na później.
Życie nie składa się z osobnych rozdziałów
Wyraźnie zobaczyłam to w czasie, gdy prowadziłam przychodnię medyczną. Każdego dnia zajmowaliśmy się zdrowiem innych ludzi, a ja sama czułam się coraz gorzej.
Miałam nadwagę. Źle spałam. Od rana towarzyszyło mi zmęczenie, często bolała mnie głowa, a kolejne diety kończyły się kolejnym powrotem do wcześniejszej wagi. Długo traktowałam każdy z tych problemów osobno. Na sen szukałam jednego sposobu. Na brak energii innego. Na wagę — następnej diety.
Nie łączyłam ich z tempem pracy, stresem, brakiem odpoczynku ani sposobem, w jaki przez lata odkładałam siebie na później. Dopiero po czasie zaczęłam dostrzegać, że moje samopoczucie nie było czymś oderwanym od codzienności. Nosiło ślady jej tempa, wszystkich napięć i każdego dnia, w którym ważniejsze ode mnie stawało się coś innego.
Zmiana zaczęła się od sposobu, w jaki patrzyłam na zdrowie i własną codzienność. Zamiast szukać osobnego rozwiązania dla każdej dolegliwości, zaczęłam przyglądać się temu, co mogło je łączyć.
Z czasem zobaczyłam, że moje ciało przez cały czas opowiadało mi o sposobie, w jaki żyłam. To nowe spojrzenie nie uporządkowało od razu mojej pracy, czasu ani relacji. Pozwoliło jednak dostrzec, że żadna część mojego życia nie istniała osobno.
Zdrowie, praca, czas, pieniądze i relacje każdego dnia na siebie wpływały.
Nigdy nie były osobnymi rozdziałami.
To ja przez lata próbowałam czytać je oddzielnie.
Jakość życia buduje się pomiędzy
Praca może dawać poczucie sensu i niezależności, a jednocześnie zabierać siły i nie prowadzić do odpoczynku. Pieniądze mogą przynosić bezpieczeństwo, ale sposób, w jaki je zdobywamy, może pozostawiać coraz mniej czasu na życie. Troska o innych może budować bliskość, a równocześnie sprawiać, że przestajemy słyszeć własne potrzeby.
Wszystkie te części spotykają się w jednym człowieku.
To samo ciało, te same emocje, ten sam czas. Jedno życie.
Dziś już nie myślę o jakości życia jak o doskonałości każdej jego części ani idealnej równowadze, którą można raz osiągnąć i już nigdy nie utracić. Widzę ją raczej w uważności na to, co dzieje się pomiędzy.
Pomiędzy pracą a odpoczynkiem.
Pomiędzy odpowiedzialnością za innych a odpowiedzialnością za siebie.
Pomiędzy tym, co chcę osiągnąć, a tym, czego nie chcę po drodze stracić.
Wiele z tych wyborów nazywamy własnymi. Jednak one rzadko dotyczą wyłącznie nas.
Kiedy pracujemy dłużej, ktoś na nas czeka. Kiedy podejmujemy ryzyko, ktoś razem z nami doświadcza niepewności. Kiedy jesteśmy zmęczeni, nie zostawiamy zmęczenia przed drzwiami domu. Wnosimy je do rozmów, wspólnych chwil i zwyczajnej codzienności.
Przez długi czas odpowiedzialność za innych oznaczała dla mnie przede wszystkim działanie. Trzeba było znaleźć rozwiązanie, podjąć decyzję, pomóc, zorganizować, doprowadzić sprawę do końca.
Dopiero później zaczęłam rozumieć, że relacja potrzebuje nie tylko tego, co dla kogoś robimy.
Potrzebuje również naszej obecności.
Czasem spokojnej rozmowy. Czasem uważnego słuchania. Czasem zgody na to, że nie musimy natychmiast wszystkiego naprawiać.
Bo to właśnie pomiędzy działaniem a obecnością, własnymi potrzebami a potrzebami innych, osiąganiem a przeżywaniem każdego dnia podejmujemy małe decyzje. Czasem wybieramy świadomie, a czasem pozwalamy, by wybierały za nas tempo, przyzwyczajenie, oczekiwania innych albo przekonanie, że wszystko musimy zrobić sami.
Nie zawsze od razu widzimy, w jaką całość się wszystko układa.
I być może właśnie tam — w tych pozornie niewielkich wyborach — zaczyna się budować jakość naszego życia.
Ewa
Historie, które prowadzą dalej
Dlatego chcę zatrzymywać się tutaj przy historiach. Nie po to, żeby opowiadać o życiu idealnym ani szukać jednej odpowiedzi dla wszystkich. Chcę przyglądać się temu, co buduje człowieka — jego dobrostanowi, możliwościom wyboru, decyzjom, relacjom i wpływowi, jaki pozostawia w świecie.
Każda z tych dróg zaczyna się w innym miejscu. Wszystkie prowadzą jednak do pytania o jakość życia.
Może w którejś z tych historii odnajdziesz fragment własnej.
Co teraz jest Ci bliskie?

Kiedy zdrowie przestaje być oczywiste
Zdrowie często pozostaje w tle, dopóki pozwala nam pracować, troszczyć się o innych i realizować plany. Czasem jednak jedno wydarzenie wystarcza, abyśmy zaczęli pytać, jak mamy się naprawdę.

Kiedy nie było miejsca, postanowiłam je stworzyć
Nie każdy początek wygląda jak szansa. Czasem pojawia się potrzeba, która nie może czekać, a brak gotowego rozwiązania prowadzi do decyzji, której znaczenie poznajemy dopiero po czasie.

Kiedy jedna rozmowa zmieniła kierunek
Nie każda ważna rozmowa od razu staje się ważna. Czasem dopiero później odkrywamy, że czyjeś słowa otworzyły przed nami nową możliwość – a nasze doświadczenie zaczęło wpływać na decyzje innych.



